Czas na nicnierobienie – dlaczego warto się zatrzymać, nawet na chwilę
Nicnierobienie z przypadku – i co z tego wynikło
Czasem życie samo podpowiada, żeby się zatrzymać.
U mnie zbiegło się kilka rzeczy – parę wolnych dni, gorsza pogoda, ciągłe deszcze, które pokrzyżowały moje plany – i… zostałem bez konkretnego pomysłu, co robić.
Zamiast zająć się czymś „produktywnym”, po prostu usiadłem. Bez podcastu w tle, bez obowiązków, bez wyrzutów.
Nie planowałem tego. Ale ten moment nicnierobienia dał mi coś, czego dawno nie czułem – prawdziwą ciszę. Tę zewnętrzną i tę wewnętrzną.
W tym wpisie chcę podzielić się kilkoma przemyśleniami o tym, dlaczego warto czasem nie robić nic. I że to nie lenistwo – to świadomy wybór.
Nicnierobienie – ale czy to na pewno dobre słowo?
Nie da się dosłownie nic nie robić. Zawsze wykonujemy jakieś podstawowe czynności życiowe czy domowe obowiązki.
Bardziej chodzi mi teraz o to, że odpuszczamy i nie robimy nic „specjalnego”.
Trudno się do tego przyzwyczaić, bo jesteśmy trochę nauczeni, że trzeba ciągle coś robić.
U mnie to też był zbieg okoliczności – mam teraz wolne od pracy, pogoda się popsuła, więc wiele planów musiało zostać odwołanych.
Odpuszczam też treningi i trochę zdrową dietę – przeszedłem na swój „plan minimum”, o którym pisałem tutaj w wpisie o moim planie minimum na trudniejszy okres.
Tym razem jednak nie był on spowodowany przeciążeniem pracą, tylko czymś zupełnie innym.
I trudno – tak się zdarza. Nie mam zamiaru biczować się z powodu jednego czy dwóch tygodni.
Ale nicnierobienie przez krótki czas – np. dzień lub kilka dni – ma też swoje pozytywy.
Co daje nicnierobienie?
1. Wytchnienie
Oczywiście tylko wtedy, gdy zaakceptujemy fakt, że nie mamy na pewne rzeczy ochoty lub siły.
Jeśli uznamy, że potrzebujemy złapać oddech. Bez tej zgody – nicnierobienie może nas wpędzić w poczucie winy i nie skorzystamy z jego zalet.
2. Cisza i czas na refleksję
Choćby przy spokojnym spacerze albo siedząc wygodnie na fotelu z kubkiem kawy.
Ja przemyślałem wtedy kilka ważnych rzeczy związanych z moim życiem – i to uważam za ogromny plus.
W codziennej gonitwie często nie mamy na to czasu, a kiedy już mamy wolne, to szukamy sobie atrakcji.
A chwile na refleksję – uciekają.
3. Odpoczynek
Dla mnie to był prawdziwy odpoczynek.
Wiem, że nie na każdego działa to tak samo – niektórzy od nicnierobienia czują się jeszcze bardziej zmęczeni niż po dniu pełnym aktywności.
Ale uważam, że nawet takie osoby powinny od czasu do czasu mieć jeden dzień bez konkretnego planu – na lekkie lenistwo, spokojne przemyślenia i chwilę sam na sam ze sobą.
Nicnierobienie jako forma „slow life”?
Może nie do końca – byłoby to pewnym uproszczeniem. Ale warto wyjaśnić.
Slow life to dla mnie przede wszystkim próba zwolnienia i skupienia się na tym, co tu i teraz.
Z doświadczenia wiem, że choć chcemy tak żyć – nie zawsze nam się to udaje.
Właśnie dlatego takie pojedyncze epizody nicnierobienia, które pojawiają się w ciągu roku, pozwalają złapać oddech, spojrzeć na wszystko z dystansem i zauważyć to, czego na co dzień nie widzimy.
Czego unikać podczas nicnierobienia?
Nawet jeśli nie robimy nic „wielkiego”, warto unikać kilku rzeczy, które mogą zmarnować cały potencjał tego czasu.
Owszem – można się na nie zdecydować, ale z umiarem:
- oglądanie seriali (OK, ale nie cały dzień),
- bezmyślne scrollowanie telefonu,
- granie w gry wideo.
Jeden odcinek serialu czy godzina grania to żaden problem.
Ale jeśli poranek spędzisz na telefonie, całe popołudnie na graniu, a wieczór na oglądaniu seriali…
to taki dzień raczej nic nie wniesie do Twojego życia.
Na koniec
Nicnierobienie może być naprawdę potrzebne – jeśli podejdziemy do niego świadomie.
Ale trzeba uważać, żeby nie stało się wymówką i nie przekształciło się w długotrwałe lenistwo.
Bo między slow life a bezproduktywnym marazmem granica jest bardzo cienka.
Od czasu do czasu – nic się nie stanie. Wręcz przeciwnie, może nam to pomóc.
Ale jeśli będzie to zbyt często, może sprawić, że zmarnujemy efekty naszej pracy – w różnych dziedzinach życia, nad którymi pracowaliśmy latami.
A Ty jak uważasz?
Taki dzień lub dwa nicnierobienia – to dobry sposób na odpoczynek i refleksję?
Czy może dla Ciebie to jednak zwykłe lenistwo?
Daj znać w komentarzu – jestem ciekaw Twojej perspektywy.


