Mężczyzna odpoczywający na balkonie z napojem kokosowym – symbol wakacyjnego rytuału i chwili dla siebie
Minimalizm i prostsze życie,  Planowanie i rytuały

Małe wakacyjne rytuały – jak łapię lato w codzienności

Lato to dla mnie nie tylko czas wyjazdów. Jasne, fajnie gdzieś uciec, ale prawda jest taka, że większość dni to nadal codzienność – praca, obowiązki, zmiany w grafiku. I właśnie dlatego te małe wakacyjne rytuały są dla mnie tak ważne. Nie trzeba rzucać wszystkiego i jechać w Bieszczady, żeby poczuć, że trwa lato. Szczególnie u nas, w Polsce, ważne jest, aby wykorzystać choć trochę i nacieszyć się tymi cieplejszymi, słonecznymi dniami. Jest ich moim zdaniem stanowczo za mało w skali całego roku.

Wakacyjne rytuały

Które pomagają mi naładować baterie i złapać oddech – nawet w środku pracującego tygodnia.

Poranna kawa na balkonie

Zamiast w pośpiechu łapać kubek między jednym obowiązkiem a drugim, latem zatrzymuję się choćby na 5 minut. Czasem wystarczy otwarte okno, ciepłe powietrze i dźwięk ptaków, żeby dzień zaczął się inaczej. Dodatkowo nic tak nie rozbudza i nie reguluje naszego wewnętrznego rytmu okołodobowego jak promienie słońca po wstaniu i wyjściu z ciemnej i często nagrzanej sypialni.

Poza tym polecam też – jak się ma wolne i tylko pogoda oraz okoliczności na to pozwalają – śniadanie na zewnątrz. Nie codziennie, ale od czasu do czasu. Z moich osobistych doświadczeń czuję się dużo lepiej, jak raz na jakiś czas sobie pozwolę na powolne, leniwe śniadanie na świeżym powietrzu.

Spacer bez celu

Nie zawsze mam czas na dłuższą wyprawę, ale lubię wyjść wieczorem z domu, kiedy powietrze jest już chłodniejsze. Bez planu. Bez słuchawek. Po prostu pochodzić. Patrzeć na świat. Czasem wtedy przychodzą najlepsze pomysły.

Jeśli mam zmianę popołudniową, to z kolei wychodzę czasami rano – zanim zacznie mocno grzać słońce. Spacer po mieście lub parku, kiedy jest rześko, jest naprawdę bardzo przyjemny. Jeśli z kolei ktoś chce się czasami całkowicie odciąć od otoczenia i skupić tylko na spacerze, to zawsze można założyć słuchawki – ale zachowajmy środki ostrożności, szczególnie przy przechodzeniu przez jezdnię.

Letnia playlista

Mam swoją wakacyjną playlistę – luźne kawałki, trochę klasyków, trochę nowych rzeczy. Włączam ją rano albo wieczorem, kiedy ogarniam mieszkanie. Od razu robi się przyjemniej. (Może kiedyś wrzucę tu kilka moich typów).

Każdy ma jakieś swoje piosenki, które kojarzą mu się typowo z latem. Warto cieszyć się muzyką, bo to ona niejednokrotnie sprawia, że bawimy się lub odpoczywamy jeszcze lepiej.

Sezonowe jedzenie

Arbuz, maliny, młode ziemniaki z koperkiem. Proste rzeczy, a dają radość. Latem staram się jeść wolniej, próbować nowych smaków, robić coś „na szybko”, ale z sercem.

Moim zdaniem obecnie w naszym kraju mamy naprawdę bogatą kuchnię. Otworzyliśmy się też na świat i eksperymenty kulinarne. A okres letni jest naprawdę pełen smacznych dobrodziejstw. Warto korzystać z tego, co sezonowe. Mimo że mamy dostęp do większości tych rzeczy cały rok, to jedzenie sezonowe jest najsmaczniejsze, najzdrowsze i przy okazji tańsze niż np. truskawki w środku zimy.

Wieczór offline

Choćby raz w tygodniu – telefon na bok, ekran wygaszony. Książka, spokojna muzyka, może świeczka. Chwila dla siebie, żeby się wyciszyć. Wakacje to też odpoczynek od przebodźcowania.

Lubię też wychodzić na swój mały balkon, posiedzieć na fotelu, patrzeć na zachód słońca za drzewami i pić spokojnie herbatę lub jakiś chłodny napój. Bez telefonu – jedyny wyjątek stanowi tutaj muzyka.

Osobiście korzystam na swoim telefonie z trybu relaks, który blokuje niemal wszystkie aplikacje poza muzyką. Zostawiam też telefon i SMS-y, ale tylko od ulubionych kontaktów lub jeśli ktoś dzwoni więcej niż 3 razy w ciągu krótkiego czasu.

Mogę się wtedy bardziej zrelaksować, bo wiem, że w sytuacji nagłej ktoś się do mnie dodzwoni, a całą resztę mogę olać i mieć czas tylko dla siebie.

Te rytuały nie muszą być idealne

Nie każdy dzień wygląda jak z katalogu. Czasem coś nie wypali, czasem wraca się zmęczonym i jedyne, na co ma się siłę, to Netflix. I to też jest okej. Ale zauważyłem, że kiedy wracam do tych drobnych rytuałów, to czuję, że życie nie przecieka mi przez palce. I to dla mnie największy sens lata.

Pamiętajcie – życie trwa krótko. I to właśnie takie krótkie chwile w codzienności, kiedy się sumują, mogą sprawić, że będziemy szczęśliwsi. Czasami nawet bardziej niż po dwutygodniowym urlopie. Bo lato trwa kilka miesięcy, nie 14 dni – nie zapomnijmy o tym i czerpmy z niego, ile się da.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *