Strach, którego nie widać – cichy towarzysz wielu mężczyzn
Każdy facet czegoś się boi.
Tylko że rzadko o tym mówimy – bo przecież „musimy być silni”.
I tak właśnie uczymy się milczeć. Z czasem nie tylko przed światem, ale też przed samym sobą.
Zamiast strachu – mamy zmęczenie. Zamiast niepewności – zaciśniętą szczękę.
Bo przecież „wszystko gra”.
My, mężczyźni, mamy – w przeciwieństwie do kobiet – tendencję do trzymania wszystkiego w sobie.
Czasem to dobre, a innym razem nie. Nie chodzi teraz o to, by to oceniać – tak jesteśmy skonstruowani.
Jednak nawet jeśli nie lubimy rozmawiać w cztery oczy, to nie znaczy, że nie mamy problemów.
Pisałem już o tym w tekście „Czasem też mam dość – o męskim stresie”, który pokazuje, jak często nasze napięcia nie mają gdzie „wyjść”.
Wręcz przeciwnie – my wolimy rozwiązywać je często samotnie.
Szukamy rozwiązań, czytamy, sprawdzamy, czy ktoś myśli podobnie.
Dlatego chcę dziś poruszyć temat „strachu”, jaki odczuwamy my – mężczyźni.
I nie chodzi mi o strach przed zwierzętami, owadami czy duchami.
Bo to inny rodzaj strachu.
Chciałbym poruszyć tematy bardziej kontrowersyjne – te, których naprawdę się boimy, ale o których nie zawsze chcemy mówić.
Bo wstydzimy się, albo boimy reakcji innych.
A czasem dlatego, że chcemy być postrzegani jako oparcie w trudnej sytuacji – ktoś, kogo nic nie wzruszy i na kim zawsze można polegać.
Moje strachy
Sam obawiam się kilku rzeczy. Chcę się tym podzielić.
Dla siebie – na pamiątkę, żeby kiedyś spojrzeć wstecz i zobaczyć, co już pokonałem, a co jeszcze czeka mnie do przepracowania.
I dla Ciebie, który czytasz ten wpis – może Tobie też to pomoże, albo chociaż uświadomi, że nie jesteś sam.
A jaki strach noszę w sobie?
Nie każdy strach jest widoczny.
Niektóre z nich nie mają nawet słów – są tylko ciężarem gdzieś z tyłu głowy.
Strach przed utratą bliskich
Tym, że coś się wydarzy nagle i zostanę z pustką, której nic nie wypełni.
Każdy ma kogoś bliskiego i boi się, że go straci.
Niby wiemy, że śmierć jest naturalna i że wszystkich to czeka – ale staramy się o niej nie myśleć.
A tak naprawdę łapię się na tym, że kiedy pomyślę, iż jutro lub za rok mógłbym stracić bliską mi osobę, wywołuje to u mnie uczucie strachu.
Strach przed kryzysem
Że wszystko się posypie – praca, zdrowie, relacje. I nie będę miał planu B.
Może to dziwny strach, ale mimo zmian kulturowych dalej oczekuje się, że to my – mężczyźni – w razie „W” utrzymamy rodzinę i siebie.
Wciąż funkcjonuje narracja w społeczeństwie, że to facet ma zarabiać tyle, żeby zapewnić godny byt.
I to jest okej, dopóki jestem zdrowy, młody i pełen energii – ale boję się, co będzie, gdy przyjdzie choroba, kryzys ekonomiczny albo coś, czego nie da się przewidzieć.
Nie myślę o tym na co dzień – bo mógłbym zwariować – ale mam takie dni, że się na tym łapię i czuję wewnętrzny niepokój.
Strach przed wojną
Nie z filmów, nie z historii. Tą, która może przyjść znienacka i rozbić nasze bezpieczne życie.
Mam wiele powodów, żeby się tego obawiać.
Wojna może zabrać wszystko – od pieniędzy i dorobku życia, po życie i zdrowie moje i moich najbliższych.
Pieniądze i dobra materialne można jakoś odzyskać, ale nic nie cofnie kalectwa czy śmierci.
Strach o ojcostwo
Ale nie o to, że zostanę ojcem – tylko o to, czy dziecko będzie zdrowe.
Czy partnerka dobrze zniesie ciążę i poród.
Czy dam radę być oparciem, kiedy sam nie zawsze stoję mocno.
Kiedyś, gdy nadejdzie ten etap życia, pewnie ten strach będzie jeszcze większy – ale staram się być dobrej myśli i mam nadzieję, że strach nie zabierze mi wtedy radości z bycia ojcem.
Strach, że nie wystarczę
Że mimo starań, ciągle będzie czegoś brakować – we mnie, wokół mnie.
Może to brzmi ogólnie, ale chodzi mi o to, że nie będę wystarczająco dobry.
Trudno mi to opisać.
Fajnie byłoby mieć zawsze uczucie, że jest się wsparciem.
Że jest się potrzebnym i że taki, jaki jestem, będę wystarczał.
A nie, że mnie kiedyś zastąpią.
Strach, że nic nie osiągnę
Że przejdę przez życie, próbując, ale nigdy nie trafiając tam, gdzie naprawdę chciałem być.
Nie chcę czuć pod koniec życia, że nic wartościowego nie stworzyłem.
Boję się, że będę żałować, że nie żyłem pełnią życia – i że skończę jako szary człowiek z nędzną pracą i przeciętnym życiem.
Ale mam tu na myśli negatywną przeciętność, nie mylić z normalnością.
Podsumowanie
Jak widać, strach może mieć różne oblicza.
Boję się wyżej wymienionych rzeczy – i najczęściej widzę to nie w codziennym życiu, lecz przy planowaniu przyszłości.
Nie uważam się przez to za tchórza ani za kogoś, komu brak odwagi – bo ciągle działam, walczę i się rozwijam.
Staram się nie narzekać, tylko dostosowywać.
Na niektóre rzeczy mamy wpływ – na inne nie.
Ważne jest, by uświadomić sobie, że strach jest z nami od zawsze i jest naturalny.
To on sprawił, że jako ludzkość przetrwaliśmy do dziś.
Ale nie możemy pozwolić, by całkowicie przejął kontrolę nad naszym życiem i nas sparaliżował.
Bo jeśli mu na to pozwolimy, to nic nie będzie się opłacać robić.
I warto zawsze o tym pamiętać.
Nie wiem, czy te lęki kiedyś całkiem znikną.
Może ewoluują i przerodzą się w inne.
Ale wiem jedno – już nie zamierzam udawać, że ich nie mam.

