Porządkowanie uwagi
Początek roku i lista planów
Jest początek roku. Jak co roku – w głowie sporo planów. Siłownia, blog, książki, nauka do sesji. Do tego praca, zakupy i codzienne sprawy. Niby wszystko da się ogarnąć. Nawet siadłem i rozpisałem to w miarę sensownie. Przez chwilę miałem poczucie, że mam nad tym kontrolę.
A potem przyszła codzienność.
Gdy robisz wszystko naraz, nie robisz nic dobrze
Powrót do regularnych treningów po świątecznej przerwie. Chęć pisania na blogu. Czytanie książek. Intensywna nauka przed sesją, która jest już za rogiem. No i praca w tle – bo z niej przecież nie da się zrezygnować.
I nagle zorientowałem się, że mimo ciągłego „bycia zajętym”, nie robię nic naprawdę porządnie. Mijały godziny, dni, a ja nie byłem ani bliżej formy, ani bliżej zaliczonej sesji, ani bliżej kolejnego wpisu.
Pojawiły się wyrzuty sumienia. Frustracja. I pytanie:
dlaczego nie potrafię się skupić?
Na początku myślałem, że mam po prostu za dużo na głowie. Ale potem przyszła druga myśl – inni mają więcej obowiązków. Dzieci. Dom. Odpowiedzialność. A jednak potrafią działać konsekwentnie.
Skoro oni potrafią, to znaczy, że problem nie leży tylko w ilości spraw. Raczej w tym, że próbuję robić wszystko naraz.
Nie chodzi mi o to, żeby mieć kalendarz wypchany od rana do wieczora. Chodzi o coś prostszego – żeby kłaść się spać bez poczucia, że zmarnowałem dzień.
Przebodźcowanie i powrót starych nawyków
Zauważyłem też coś jeszcze. Wróciłem do bezmyślnego scrollowania treści w internecie. Jestem tak przebodźcowany, że nawet chwila ciszy przy kawie wywołuje lekki niepokój. Telefon sam ciągnie rękę.
A przecież kilka miesięcy temu pisałem o cyfrowym detoksie. O dopaminie. O własnych zasadach korzystania z technologii. Wtedy to działało. Miałem więcej spokoju. Zostawał czas dla żony i dla siebie. Obowiązków nie było mniej – po prostu trzymałem się reguł.
Gdy przestałem się pilnować, powoli wróciłem do starych schematów. I dziś znów muszę zrobić porządki. Nie tylko w telefonie. W głowie też.
Mój plan porządkowania uwagi
Tym razem podchodzę do tego konkretnie. Bez wielkich deklaracji. Raczej małe zmiany, które wiem, że u mnie działają.
Retro telefon
Ustawiłem w telefonie tryb, który nazwałem „retro”.
Czarno-biały ekran. Tylko podstawowe aplikacje: telefon, SMS, aparat, kalkulator i kalendarz. Do tego bank i bilety – żeby nie szukać wymówek.
Nie ma ani jednej aplikacji społecznościowej ani rozrywkowej. Jeśli ktoś będzie chciał się ze mną skontaktować – zadzwoni albo napisze. Pozostałe rzeczy sprawdzam tylko w wyznaczonych godzinach, po wyłączeniu trybu.
Poranek bez telefonu
Kupiłem zwykły budzik, żeby nie zaczynać dnia od ekranu.
W telefonie zostawiłem awaryjny alarm kilka minut później – tylko po to, żeby go wyłączyć już po wstaniu z łóżka. Taki mały trik, który pomaga mi naprawdę zacząć dzień, a nie scrollować go od rana.
Praca w skupieniu
Do nauki i pisania używam pomodoro. Zakładam słuchawki z wygłuszaniem i włączam ambient albo brązowy szum. Bez melodii, bez tekstu. Tło, które wycisza otoczenie i pomaga mi nie skakać myślami co minutę.
To proste narzędzia. Ale wiem z doświadczenia, że robią różnicę.
Esencjalista i moje własne wnioski
Przeczytałem ostatnio „Esencjalistę”. To nie jest książka o minimalizmie w klasycznym sensie. Bardziej o pracy, zobowiązaniach i o tym, jak nie brać na siebie za dużo.
Ale ja i tak porównałem to do minimalizmu, który już wcześniej próbowałem wprowadzać w życie. Bo dla mnie minimalizm to nie tylko mniej rzeczy w domu. To też mniej niepotrzebnych spraw w kalendarzu i mniej bałaganu w głowie.
To moja interpretacja. Po prostu tak to poczułem.
Bo można mieć posprzątane mieszkanie, a jednocześnie kompletny chaos w planie dnia. I wtedy na ważne rzeczy zwyczajnie nie ma miejsca.
Na koniec
Patrząc na końcówkę zeszłego roku widzę, że moje plany nie rozsypały się nagle. To działo się powoli. Trochę odpuściłem. Trochę przestałem pilnować zasad. I nim się obejrzałem – dni zaczęły przeciekać przez palce.
Dlatego ten rok zaczynam nie od wielkich postanowień.
Tylko od prostego porządku.
Mniej bodźców.
Więcej ciszy.
Jedna rzecz naraz.
Zobaczymy, dokąd mnie to zaprowadzi.



Jeden komentarz
Pingback: