Czasem też mam dość. O męskim stresie, o którym się nie mówi.
Nie jesteśmy robotami. Każdy z nas czasem się sypie, tylko nie każdy potrafi się do tego przyznać.
Ten wpis to moje spojrzenie na stres z męskiej perspektywy – bez udawania i bez ściemy.
Nie zawsze łatwo się do tego przyznać, ale bywa, że czuję się przytłoczony.
Presja, odpowiedzialność, oczekiwania – jakby mężczyzna miał po prostu „dać radę” i iść dalej. Bez zatrzymania. Bez słabości. Bez pytań.
Ale to przecież nie tak działa. Jesteśmy ludźmi, nie robotami.
W naszym społeczeństwie mam wrażenie, że wszystko skupia się na kobietach. One mogą mieć słabszy dzień, mogą się nie wyrabiać – i to jest okej. A gdy mężczyzna ma trudniejszy okres, często jest ignorowany, albo wręcz wyśmiewany. O męskim stresie się porostu mówi dużo mniej.
Ja nie uważam, że strategia „jakoś to będzie” albo udawanie, że nie ma problemu, działa na dłuższą metę.
Długotrwały stres u mężczyzn powoduje poważne skutki: problemy ze snem i koncentracją, przewlekłe zmęczenie i wypalenie, obniżony testosteron i libido, napięcia w ciele i problemy trawienne, zwiększone ryzyko depresji i wybuchów złości – i wiele innych.
Sam przeszedłem przez część z tych objawów, dlatego zacząłem szukać sposobów na radzenie sobie ze stresem.
Zacząłem od rzeczy prostych. Nie wszystko działało, ale niektóre okazały się naprawdę pomocne.
Dalej szukam lepszych rozwiązań, ale te trzy sprawdzają się u mnie najlepiej:
1. Joga – szczególnie rano, 10–20 minut
Pozwala mi się rozciągnąć po nocy i zacząć dzień aktywnie.
Nie jestem żadnym zaawansowanym joginem, ale ogarniam podstawowe asany – i to wystarcza, by zredukować napięcia w ciele.
Jeśli ktoś uważa, że joga jest tylko dla kobiet, to jest w błędzie – jogę wymyślili mężczyźni. Dopiero z czasem zaczęła być kojarzona z kobietami.
2. Medytacja
Rano, przy okazji jogi – choćby na 5 minut.
Czasem też robię dłuższą sesję wieczorem, szczególnie gdy czuję, że napięcie z całego dnia za mocno we mnie siedzi.
To dla mnie sposób na wyciszenie i pobycie samemu ze sobą – bez bodźców, bez oceny. Po prostu oddech i cisza.
3. Aktywność fizyczna – obecnie siłownia
Nie jestem żadnym kulturystą, ale regularne treningi 3 razy w tygodniu dają mi poczucie kontroli i siły.
Zdrowe ciało lepiej znosi stres.
W cieplejsze dni wracam na rower i do biegania – zmęczenie fizyczne daje psychiczny odpoczynek.
Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie – ważne, żeby to było coś, co sprawia przyjemność i pozwala się ruszyć.
Na razie wprowadziłem te 3 rzeczy i już widzę sporą poprawę.
Chcę dorzucić kolejne elementy, które pomogą mi lepiej radzić sobie ze stresem i życiem.
Następny krok to: unormowanie snu, poprawa diety, więcej spacerów i rozwijanie inteligencji emocjonalnej. Ale to już temat na inny wpis.
Podsumowując – mężczyźni też mają emocje.
Tylko często ich nie okazują, tłumią wszystko w sobie – aż w końcu to wybucha albo rujnuje ich od środka.
Warto przyznać się samemu przed sobą, że coś jest nie tak. I zacząć działać – choćby od takich małych kroków, jakie ja wprowadziłem.



2 komentarze
Pingback:
Pingback: