Starożytna marmurowa statua filozofa wśród kolumn – symboliczne nawiązanie do początków minimalizmu i jego filozoficznych korzeni
Minimalizm i prostsze życie

Krótka historia minimalizmu

Od beczki Diogenesa do pustego biurka

Minimalizm to dla wielu dziś modne hasło: biała kuchnia, pusty blat, mniej rzeczy – więcej przestrzeni. Ale ta idea wcale nie narodziła się w epoce Instagrama. Ma korzenie znacznie głębsze. I, co ciekawe, bardziej ludzkie niż estetyczne.

Zacząłem się nad tym zastanawiać, kiedy kolejny raz porządkowałem swoją szafę. Bo przecież nie chodzi tylko o to, ile mam rzeczy, ale o to, czemu w ogóle chcę ich mniej. I wtedy zacząłem czytać i szukać korzeni minimalizmu lub jakichś wzmianek na ten temat – i doszedłem aż do starożytności. Oto krótka historia minimalizmu.

Diogenes i życie w beczce

Pierwszym, który naprawdę uderzył w konsumpcjonizm (choć tak go wtedy nie nazywano), był Diogenes z Synopy. Filozof, który zamieszkał w… beczce. Jego celem było życie wolne od wszystkiego, co zbędne – także od społecznych oczekiwań. Gdy Aleksander Wielki zapytał, czego mu potrzeba, Diogenes odpowiedział:
„Zejdź mi z drogi – zasłaniasz mi słońce.”

Nie chodziło o biedę. Chodziło o wolność. O to, żeby nie być niewolnikiem rzeczy, statusu, pochwał. Coś w tym jest.

Stoicyzm – minimalizm emocjonalny

Trochę mniej radykalni byli stoicy: Marek Aureliusz, Epiktet, Seneka. Mówili: skup się na tym, co od ciebie zależy. Nie przywiązuj się do rzeczy – bo wszystko możesz stracić. Ale to, co masz w sobie, to twoje.

Minimalizm w wersji stoickiej to nie pusty pokój. To spokojna głowa. Dziś to się nazywa emotional minimalism – ale oni znali to wieki temu.
W dzisiejszym przebodźcowanym świecie, który sprawia, że psychicznie jesteśmy wycieńczeni, jeszcze bardziej potrzebujemy tego, co znali już starożytni.

Wschód: buddyzm, taoizm, prostota duchowa

Na drugim końcu świata – podobne myślenie. Buddyzm i taoizm uczą, że cierpienie bierze się z przywiązania. Im mniej oczekujesz, tym więcej możesz zauważyć. Zamiast gonić za nowym, ucz się być tu i teraz. Dziś powiedzielibyśmy: mindfulness. Wtedy: droga do oświecenia.

Prostota była drogą, nie celem.

Asceza i średniowiecze: mniej rzeczy, więcej miejsca dla ducha

W chrześcijaństwie także znajdziesz minimalizm – choć tam nazwano go ubóstwem. Święty Franciszek, benedyktyni, pustelnicy – wszyscy oni wierzyli, że mniej rzeczy to więcej Boga. I że dusza potrzebuje ciszy, a nie zgiełku. Dla nich minimalizm był aktem wiary, nie stylu.
Owszem, kwestia wiary i religii jest dużo bardziej skomplikowana i można by to odebrać jako zbyt wielkie uproszczenie z mojej strony, ale w tym miejscu chcę tylko rzucić trochę światła na temat minimalizmu w tamtej epoce.

XX wiek: sztuka, design, „less is more” – mniej znaczy więcej

W XX wieku prostota trafiła na salony. Bauhaus, modernizm, sztuka minimalistyczna – wszystko to sprowadzało się do jednego: forma ma służyć funkcji.

Minimalizm był odpowiedzią na chaos. Zamiast ozdób – geometria. Zamiast zagraconego domu – funkcjonalna przestrzeń. Narodziło się hasło:
„Less is more.”

Nie chodziło o pozory, tylko o jakość i sens.

To już ten minimalizm, który najbardziej jest nam znany, jeśli mówimy o nim w typowy sposób.
To właśnie często surowe, ale wielkie budynki. Wnętrza w stylu minimalistycznym, jak i często surowe i proste przedmioty codziennego użytku.

Minimalizm dzisiaj – i dlaczego do niego wracamy

W XXI wieku minimalizm wrócił, bo… mamy już wszystkiego za dużo. Za dużo rzeczy, informacji, zobowiązań, scrollowania. Jesteśmy zmęczeni. I tęsknimy za prostotą.
W architekturze często mamy dość „zagracenia”, więc też chcemy prostoty – ale niekoniecznie tak surowej jak tej w XX wieku.

Dla mnie minimalizm to nie tylko styl wnętrza. To codzienny wybór:
– Czy naprawdę tego potrzebuję?
– Czy to mnie wspiera, czy tylko zajmuje miejsce?

Wyrzucenie zbędnych rzeczy to czasem tylko początek. Potem zaczyna się prawdziwe porządkowanie – w głowie.


Na koniec

Czasem lubię myśleć, że Diogenes miał rację. Może nie trzeba żyć w beczce – ale warto sprawdzić, czego naprawdę potrzebuję. Bo mniej rzeczy może znaczyć więcej wolności.

A historia minimalizmu? Pokazuje jedno: prostota to nie trend. To wybór, który człowiek podejmował już od tysięcy lat.
Nie jest on dla wszystkich. Ale nie jest to też – jak niektórzy określają – chwilowy trend XXI wieku.
Był z nami obecny od tysięcy lat, tylko po prostu pod innymi nazwami i formami. I zostanie z nami pewnie na jeszcze długo – tylko też ewoluuje.

2 komentarze

  • Fotograf

    Przypomina mi to, dlaczego kiedyś zaczynałem czytać blogi.Tekst był wyjątkowo przystępny. Czuć, że ktoś tu naprawdę przemyślał, co chce powiedzieć. Lubię, gdy autor pisze tak, jakby mówił do jednej konkretnej osoby. Czy planujesz kontynuację w podobnym tonie?

    • Piotr

      Dzięki! Tak, planuję dalej pisać w podobnym stylu.
      Dopiero zaczynam, więc pewnie z czasem mój sposób pisania trochę się zmieni albo rozwinie – ale chciałbym, żeby zawsze było w tym coś osobistego i szczerego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *