Minimalizm na święta - ekologicznie zapakowany prezent na gałązkach choinki
Minimalizm i prostsze życie

Święta na własnych zasadach. Minimalizm w świecie komercji.

Początek zakupowego maratonu

Minimalizm na święta to temat, który wraca do mnie co roku, gdy zbliżają się kolejne uroczystości. Ledwo minęły uroczystości Wszystkich Świętych, a w sklepach już zaatakowały nas promocje na Black Week (który, umówmy się, nie trwa weekendu, ale ciągnie się od połowy listopada do połowy grudnia). Wszystko po to, by na ostatniej prostej ustąpić miejsca promocjom już typowo świątecznym.

Nie będę udawał świętego – sam skorzystałem z promocji na Black Week. Ale nie uległem emocjom. Sprawdziłem, czego potrzebuję już we wrześniu, spisałem ceny i gdy faktycznie były niższe – po prostu kupiłem. Zaopatrzyłem się w ten sposób w perfumy, bieliznę lepszej jakości oraz wybrane prezenty dla rodziny.

Lecz nie o „Czarnym Piątku” ma być ten wpis, a raczej o tym, jak pogodzić święta, prezenty, zakupy i całą tę otoczkę z minimalizmem.

Złoty środek, czyli minimalizm to nie asceza

Jak zwykle rozwiązanie leży gdzieś pośrodku. Osobiście nie wyobrażam sobie, żeby nie kupić bliskim prezentów, samemu ich nie dostać, czy żeby nie przystroić choćby minimalnie mieszkania.

Co do zakupów spożywczych – nie oszukujmy się, to są te „grube” święta. W naszej lodówce i szafkach ląduje dwa razy więcej produktów niż zazwyczaj. Jednak uważam, że można do tematu podejść inaczej.

Nie chodzi przecież o to, żeby święta stały się festiwalem czystego konsumpcjonizmu. Chodzi o to, aby spędzić ten czas w gronie najbliższych. Cieszyć się wraz z nimi tym wyjątkowym momentem w roku. I nie poruszam tu absolutnie wątków religijnych. Z moich obserwacji wynika, że to jedyne święta w naszej kulturze, które sprawiają, że jesteśmy razem i w jakiś sposób je celebrujemy – nieważne, czy ktoś jest wierzący, mniej wierzący, czy jest ateistą.

Minimalizm na święta w praktyce – moje 5 zasad

Jak nie zatracić się w tym szaleństwie, które od lat buduje wokół nas świat marketingu? Mam na to kilka rad. Staram się ich przestrzegać, a nawet jak się lekko potknę, to próbuję szybko wrócić na właściwy tor.

  1. Prezenty kupuję wcześniej. Nigdy na ostatnią chwilę. To oszczędza stres i pieniądze.
  2. Dekoracje z odzysku. Przystrajam mieszkanie na początku grudnia ozdobami, które skompletowałem przez lata. Dopuszczam jedynie małe zakupy, żeby coś wymienić, jeśli się zepsuło.
  3. Święta lista zakupów. Lista potraw i produktów to podstawa. Kupuję tylko to, co jest na kartce.
  4. Unikam galerii handlowych. Ograniczam chodzenie po sklepach stacjonarnych, bo zawsze „coś” mnie skusi. Poza tym – nie czuję się dobrze w tłumie ludzi, więc unikanie grudniowego ścisku to dla mnie podwójny zysk.
  5. Sztywny budżet. Ustalam kwotę na święta i staram się jej nie przekroczyć.

Podsumowanie

To proste rady, nic wyszukanego, ale pomagają mi nie popaść w świąteczny zakupoholizm i spędzić ten czas w miarę spokojnie, bez gonitwy na sam koniec.

Najważniejsze to pamiętać, że minimalizm to nie tylko jak najmniejsza ilość rzeczy, ale także skupianie się na sprawach istotnych – takich jak czas z rodziną. Nie popadajmy w skrajność zakupów, ale też nie idźmy w kierunku ascetycznych świąt.

Jeśli to czytasz, to zakładam, że nie chcesz całkowicie rezygnować ze świąt, tylko przeżyć je mądrzej. A jeśli nie zrobimy nic, aby poczuć magię tych dni w życiu codziennym, to czym wtedy będą różnić się te święta od zwykłego wtorku czy środy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *