Minimalizm dla początkujących
Minimalizm dla początkujących – od czego zacząć?
Nie będzie to typowy poradnik w klasycznym sensie. Stwierdziłem jednak że taki wpis o minimalizmie dla początkujących może być przydatny. Swoją przygodę z minimalizmem rozpocząłem stosunkowo niedawno. Tak jak już mówiłem – nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale chciałbym opisać tutaj moją drogę. Poza tym chcę przedstawić proces, w jakim dążę do minimalizmu – od ludzkiej i praktycznej strony. Liczę, że znajdziesz tu coś, co Ci pomoże lub Cię zainspiruje. Na pewno z czasem, gdy zdobędę więcej wiedzy na ten temat, zaktualizuję wpis lub napiszę kolejny. Lecz na obecną chwilę zapraszam do tego krótkiego i prostego „poradnika”.
Co na początek
Na początek polecam jeden dzień poświęcić na zwykłe, klasyczne sprzątanie. Nie skupiaj się jeszcze na pozbywaniu się rzeczy. Zwykłe porządki potrafią zaskoczyć. Sam nie byłem świadomy skali ilości śmieci, jakie miałem w mieszkaniu (mimo regularnego sprzątania). Wynika to chyba z tego, że często mamy skłonność do chomikowania „bo się przyda” albo wrzucamy przedmioty w kąt, by ich nie widzieć – bo szkoda wyrzucić, mimo że dobrze wiemy, że raczej ich nie użyjemy.
Sam podczas takiego sprzątania wyrzuciłem stertę starych długopisów, paragonów, kartek, popsutych drobiazgów, zepsuty sprzęt elektroniczny itp. Nie było to nic spektakularnego, ale wystarczyło, by poczuć przyjemne uczucie, że coś się rozpoczęło i że udało się zrobić pierwszy krok. A to wszystko bez wyrzutów sumienia i długiego zastanawiania się. Bo kto żałuje śmieci?
Drugi krok
Przegląd domu/mieszkania pod kątem nieużywanych rzeczy, które tylko zalegają. Nie musi być ich dużo, ale zawsze się coś znajdzie. Chodzi o typowe przedmioty – kupione, użyte kilka razy i leżące nieużywane w szafce od kilku miesięcy lub nawet lat. Ja osobiście wyrzuciłem garść dziwnych pamiątek z wakacji, kurzące się i nieużywane gadżety, które kupiłem w internecie. To był dla mnie najprostszy sposób, by wejść w minimalizm dla początkujących.
Ty w swoim mieszkaniu też na pewno masz takie rzeczy, do których nie jesteś przywiązany, które do niczego Ci nie służą, a mimo wszystko dalej je trzymasz. To właśnie idealny moment, żeby się ich pozbyć. O tym, jak rozpoznać, czy rzeczy są Ci potrzebne, pisałem tutaj.
Czas na szafę
Szafa to miejsce, w którym nie zawsze widać na pierwszy rzut oka bałagan lub nadmiar rzeczy. A jednak, gdy tam zajrzałem, wyciągnąłem wszystko i przerzuciłem na łóżko – było tego naprawdę sporo. Potem przeglądałem każde ubranie i mierzyłem. I bez zastanowienia musiałem wyrzucić 10% szafy – bo nie mój rozmiar, ponaciągane, zniszczone lub rzeczy, których nie zakładałem od ponad roku.
Potem można iść trochę dalej – np. zrobić sobie garderobę kapsułową lub jeszcze bardziej ograniczyć ilość rzeczy. Pisałem o tym też tutaj. Ale nie jest to konieczne. Nawet jeśli uznasz, że nie chcesz mieć mniej ubrań – to też dobrze. Najważniejsze to zawsze pamiętać, że minimalizm to „narzędzie”, które ma nam ułatwiać życie, a nie je utrudniać. Tak czy inaczej – niezależnie od decyzji – pozbycie się ubrań, których już nigdy nie użyjemy, jest dobrym pomysłem.
Porządkowanie wirtualnej przestrzeni
To jest coś, z czym większość osób ma problem. Muszę się przyznać, że od dłuższego czasu staram się to ogarnąć. Pewnie też to znasz: zawalona skrzynka mailowa, a na komputerze tony niepotrzebnych lub nieposegregowanych plików różnego rodzaju. U mnie największym problemem były zrzuty ekranu z pomysłami i ciekawostkami, do których nigdy nie wracam, albo aplikacje, z których nie korzystam.
W tej dziedzinie nie mam jeszcze za wiele do powiedzenia – bo dalej szukam sposobu, jak to ogarnąć. Z tego, co na razie działa (choć powoli), to segregowanie folderami na komputerze i odinstalowywanie co jakiś czas, choćby po trochu, nieużywanych rzeczy. Tak samo robię z pocztą. Czasem wystarczy 5 minut, żeby choć trochę posprzątać.
Natomiast jest jeszcze aspekt tego, ile czasu poświęcamy na bycie w internecie – w szczególności na telefonie. Poruszałem ten temat w tym wpisie. Ja po zrobieniu sobie detoksu, który nie do końca może wypalił, trochę przejrzałem na oczy. Tobie też polecam taki mini detoks. Dzięki niemu zrezygnowałem (choć częściowo) z korzystania z telefonu i ograniczyłem o około godzinę dziennie bezmyślne scrollowanie treści.
Sprzątanie swojego kalendarza – zyskanie cennego czasu
Może się wydawać, że minimalizm to tylko mniej rzeczy – a to nieprawda. To też mniej zajęć, które pozbawiają nas cennego czasu.
Pozbycie się niepotrzebnych aktywności, które kradną czas, i tych, na które nie mamy ochoty, a z których możemy zrezygnować bez żadnych konsekwencji – to dobre pierwsze kroki. Może to też być odcięcie się od spotkań z grupą ludzi, którzy niewiele już wnoszą do naszego życia, a chodzimy na nie z przyzwyczajenia, mimo że w środku czujemy, że to nam nie służy.
Jeśli w Twoim kalendarzu jest też miejsce na aktywności, które Ci szkodzą – warto się zastanowić, czy się ich nie pozbyć. Ja się pozbyłem kilku takich rzeczy i relacji. Dzięki temu zyskałem czas na to, co sprawia mi więcej przyjemności i jest dla mnie dobre.
Nie namawiam nikogo do pozbycia się znajomych i nierobienia dosłownie niczego, co nam szkodzi lub nas nie rozwija. Taką ścieżkę wmawiają nam obecnie wszyscy coachowie od samorozwoju. Ja tylko zachęcam do przyjrzenia się temu na spokojnie i przeanalizowania, czy na pewno spędzasz czas wolny tak, jak byś chciał.
Minimalizm w głowie
Tutaj nie będę się na razie dużo rozwodził, bo to bardzo szeroki temat. Ale warto choć trochę sobie pomóc i uporządkować swoje myśli.
Ja zacząłem walczyć z negatywnymi myślami i narzekaniem. Nie udało mi się – dalej mam z tym problem – ale pracuję nad tym i zauważam, że tych myśli jest znacznie mniej niż było kilka miesięcy temu. Pomaga mi też medytacja oraz joga. Te aktywności warto wprowadzić do swojego życia, gdyż naprawdę pomagają – tylko trzeba cierpliwości, bo na efekty trzeba trochę poczekać.
Pewnie kiedyś napiszę dokładniejszy artykuł na ten temat, bo mnie ciekawi. Ale na obecną chwilę chcę zgromadzić więcej informacji i przetestować więcej technik, które mogą nam – facetom – pomóc ogarnąć nasz mętlik w głowie.
Minimalizm a inni (rodzina i współlokatorzy)
Rzadko się o tym mówi w całym tym zamieszaniu wokół minimalizmu. A jednak – jeśli nie mieszkamy sami, to musimy się liczyć ze zdaniem osób, z którymi mieszkamy. I o ile nasza osobista przestrzeń to świętość i nic nikomu do tego, ile posiadamy, tak już część wspólna to inna sprawa.
Nie możesz pozbywać się nieswoich rzeczy lub wspólnych – bo Twoim zdaniem tylko zalegają i Ci przeszkadzają. Ja polecam dialog. Może uda Ci się przekonać najbliższych do choć częściowego minimalizmu – lub chociaż gruntownych porządków w domu. U mnie to zadziałało. I co prawda nie przekonałem nikogo do minimalizmu, ale do porządnych porządków – które poskutkowały wyrzuceniem całkiem sporej liczby nieużywanych bibelotów.
Pamiętaj, że zawsze lepiej porozmawiać i przedstawić swój punkt widzenia – aby inni lepiej Cię rozumieli.
Nie popadajmy w skrajności minimalizmu (mniej nie zawsze znaczy lepiej)
Nie ma jednej liczby przedmiotów, od której zaczyna się minimalizm. Kieruj się zasadą: jeśli używam i ułatwia mi życie lub sprawia przyjemność – to zostaje. Jeśli nieużywane od bardzo długiego czasu – można się pozbyć. Nie chodzi o to, by zostać w pustych czterech kątach.
Pamiętaj, że minimalizm jest w naszej głowie. Ma nam pomagać i sprawiać przyjemność. Jeśli nie czujesz się dobrze z pewnymi ograniczeniami w danej dziedzinie życia – to ich nie wprowadzaj na siłę. Tu nie ma zasady „wszystko albo nic”. Ja lubię raczej patrzeć na minimalizm jako proces, a nie cel.
Na koniec
Mam nadzieję, że ten mini poradnik o minimalizmie dla początkujących, który po części pokazuje też moje początki na drodze minimalizmu, pomoże spojrzeć na minimalizm trochę z innej strony i ułatwi innym wejście na tę ścieżkę.
A jak to wygląda u Ciebie?
Masz już za sobą swoje pierwsze porządki – czy dopiero planujesz zacząć?
Daj znać w komentarzu, jak to u Ciebie wygląda.



5 komentarzy
Paweł
Cześć a powiedz mi jak u Ciebie stoi kwestia minimalizmu w kosmetykach? Chodzi mi tutaj o perfumy szczególnie. Ja sam jestem miłośnikiem zapachowym. Widzę jaki mam z tym problem z ilością butelek perfum w domu.
Paweł
P. S. Świetny artykuł jak zwykle. Pozdrawiam serdecznie.
Piotr
Cześć Paweł!
U mnie minimalizm w kosmetykach to raczej rozsądne podejście – mam tylko to, czego naprawdę używam: podstawowe rzeczy do mycia i golenia, pielęgnacja (tonik, serum, krem) i maksymalnie 2–3 zapachy – jeden cytrusowy na lato, drugi cięższy na chłodniejsze dni i ewentualnie coś na specjalne okazje.
Kiedyś miałem znacznie więcej – prezenty, okazje, impulsy… Ale zauważyłem, że część po prostu stała nieużywana. Teraz stawiam na jakość i regularne korzystanie z tego, co mam.
Ale jeśli dla Ciebie perfumy to przyjemność i rytuał, to nie ma co tego sobie odbierać – wszystko zależy od podejścia. Dla mnie minimalizm to świadomy wybór, nie ograniczanie się na siłę.
Pozdrawiam serdecznie!
Pingback:
Pingback: