Dlaczego z wiekiem inaczej przeżywam wakacje?
Wakacje powoli dobiegają końca. Mimo że pogoda w Polsce potrafi zaskoczyć, jest to dla wielu z nas najprzyjemniejsza część roku. Dłuższe dni, więcej słońca i wyższe temperatury sprawiają, że łatwiej wyrwać się z codziennego rytmu. A przynajmniej tak powinno być.
Coraz częściej łapię się jednak na myśli, że dziś odpoczywa mi się trudniej niż kiedyś. Paradoksalnie, mimo większych możliwości, mam wrażenie, że naprawdę się nie regeneruję.
Kiedy wakacje trwały dwa miesiące
Kiedy byłem dzieckiem, wakacje oznaczały dwa miesiące całkowitej wolności. Nie myślało się o obowiązkach, pracy czy rachunkach. Większość z nas nie miała wtedy drogich telefonów, egzotycznych wyjazdów ani kieszeni pełnych pieniędzy. A mimo to potrafiliśmy świetnie spędzać czas.
Wystarczył rower, boisko, wyjście z kolegami czy kilka godzin spędzonych przy grach, które dziś wielu nazwałoby retro. Nie potrzebowaliśmy wiele, żeby czuć, że to naprawdę są wakacje.
Dziś mamy więcej, ale mniej czasu
Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Jesteśmy dorośli, zarabiamy własne pieniądze i możemy pozwolić sobie na rzeczy, o których kiedyś nawet nie myśleliśmy. Problem w tym, że często brakuje nam czegoś znacznie cenniejszego – czasu.
Urlop trwa dwa tygodnie, czasem trochę dłużej. W międzyczasie chcemy załatwić sprawy, na które wcześniej nie było czasu, zrobić porządki, odwiedzić rodzinę, pozałatwiać obowiązki i jeszcze zdążyć odpocząć. Nawet pojedyncze dni wolne często traktujemy jak okazję do nadrabiania zaległości zamiast prawdziwego odpoczynku.
Sam łapię się na tym bardzo często. Chodzę zmęczony, mimo że jestem młodym facetem. Zastanawiam się wtedy, skąd bierze się ten brak energii. Czy naprawdę jesteśmy aż tak zapracowani? A może po prostu zapomnieliśmy, jak odpoczywać?
Czy naprawdę umiemy odpoczywać?
Mam wrażenie, że jako dorośli coraz częściej mylimy wolny czas z kolejną listą zadań do wykonania. Nawet podczas urlopu trudno całkowicie odciąć się od codziennych spraw. Telefon ciągle jest pod ręką, myśli uciekają do pracy, a głowa rzadko kiedy naprawdę zwalnia.
Nie tęsknię za dzieciństwem dlatego, że wszystko było wtedy lepsze. Tęsknię raczej za tym, jak łatwo było naprawdę odpocząć. Bez planowania, bez poczucia, że trzeba wykorzystać każdą wolną chwilę maksymalnie.
Może problem nie tkwi w liczbie wolnych dni
Może więc problem nie polega na tym, że jako dorośli mamy za mało wolnego. Może po prostu zapomnieliśmy, jak z niego korzystać. Kiedyś nie zastanawialiśmy się, czy dobrze wykorzystujemy wakacje. Po prostu wychodziliśmy z domu i robiliśmy to, na co mieliśmy ochotę. Nie potrzebowaliśmy planu na każdy dzień ani listy atrakcji.
Dzisiaj nawet odpoczynek potrafimy sobie zaplanować. Urlop zaczynamy od listy rzeczy, które chcemy zobaczyć, miejsc, które chcemy odwiedzić i spraw, które chcemy załatwić. A kiedy wracamy do pracy, czasami okazuje się, że jesteśmy zmęczeni bardziej niż przed wyjazdem.
Sam chciałbym trochę wrócić do tego dziecięcego podejścia. Nie dosłownie, bo przecież dorosłego życia nie da się zamienić w dwa miesiące wakacji. Chodzi raczej o przypomnienie sobie, że nie każda wolna chwila musi być produktywna. Czasami można po prostu wsiąść na rower, poczytać książkę, pograć w coś albo wyjść na spacer bez żadnego konkretnego celu.
Wakacje, które mijają coraz szybciej
Może właśnie tego najbardziej brakuje mi w dorosłych wakacjach. Nie dwóch miesięcy wolnego, ale tego poczucia, że czas nie ucieka i nie trzeba go cały czas wykorzystywać.
Bo kiedy byłem dzieckiem, wakacje wydawały się nie mieć końca. Dzisiaj mijają zdecydowanie szybciej. Może więc zamiast próbować je wydłużyć, warto nauczyć się trochę bardziej je przeżywać.


