Zastaw się, a postaw się. Dlaczego wciąż kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy?
„Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze, których nie mamy, żeby zaimponować ludziom, których nie lubimy. Czy to nie definicja szaleństwa?”
Skąd bierze się potrzeba kupowania?
Coś jest w nas takiego, co od środka każe nam nabywać przedmioty, które do niczego nie są nam potrzebne. Dziwne to zjawisko: wydać pieniądze tylko na pokaz. Nie mówię już nawet o wersji „luksusowej” – mam na myśli pozyskiwanie czegoś całkowicie zbędnego, tylko po to, by móc się obnosić.
Czyste szaleństwo, nieprawdaż?
A mimo wszystko ciągle się na tym łapiemy. Jedni trochę bardziej, inni trochę mniej. Da się tego oduczyć – nie jest to na pewno zadanie łatwe, lecz jak najbardziej wykonalne.
Kupowanie na pokaz nie jest niczym nowym
Chęć życia na pokaz i doprowadzanie się z tego powodu do ruiny to nic nowego – zjawisko to znano już w starożytności. Słynny rzymski smakosz Apicjusz przepuścił ogromną część majątku na wystawne uczty, a gdy zostało mu „tylko” 10 milionów sesterców, uznał, że nie zdoła utrzymać dotychczasowego poziomu i odebrał sobie życie.
W późniejszych epokach również zdarzało się, że monarchowie potrafili zadłużyć całe państwa, próbując finansować kosztowny styl życia, wojny czy wystawne dwory, spychając je tym samym na skraj przepaści.
Nie inaczej działo się w późniejszych wiekach. Bywało, że przedstawiciele szlachty czy arystokracji żyli ponad swoje możliwości, próbując utrzymać styl życia odpowiedni do swojego statusu, nawet gdy ich majątek nie pozwalał już na takie wydatki.
W polskiej kulturze dobrze oddaje to znane powiedzenie: „Zastaw się, a postaw się”.
To zdanie – wydawałoby się, że z ubiegłej epoki – jest niezwykle aktualne w dzisiejszych czasach.
Dziś wiele osób żyje na pokaz: auta na kredyt, markowe ubrania za ostatnie grosze, co roku nowy flagowy telefon, wypady do modnych i znanych kawiarni czy restauracji, choć w portfelu świeci pustka.
Pod pewnym względem może być nawet gorzej niż dawniej . Kiedyś przynajmniej próbowało się zaimponować konkretnej grupie społecznej; dziś możemy starać się zrobić wrażenie na niemal każdym w mediach społecznościowych.
Niektórzy stają się coachami sukcesu, pokazując luksusowe życie, drogie samochody, zegarki czy egzotyczne wakacje. Nie każdy oczywiście udaje bogactwo, ale w mediach społecznościowych widzimy przede wszystkim efekt, a nie całe zaplecze. Nie wiemy, co zostało kupione, co wynajęte, a co jest efektem współpracy.
Patrzymy na takie życie i zaczynamy się zastanawiać, czy sami nie mamy czegoś za mało. Skoro inni mają więcej, może my również powinniśmy kupić nowy telefon, samochód, ubrania czy wyjechać na drogie wakacje.
A nam coraz trudniej się przed tym bronić, gdy z każdej strony słyszymy zachętę do kupowania więcej, więcej i jeszcze więcej.
Z drugiej strony oglądamy w internecie starannie wybrane, idealne fragmenty cudzych żyć i zaczynamy porównywać je z własną codziennością. Możemy wtedy odnieść wrażenie, że robimy coś w życiu źle, skoro nasze życie nie wygląda tak jak na ekranie.
Świat oszalał, a duże firmy cieszą się z tego szaleństwa
Współczesna gospodarka jest w dużej mierze napędzana konsumpcją. Firmy konkurują o naszą uwagę i pieniądze, dlatego niemal nieustannie jesteśmy zachęcani do kupowania kolejnych produktów i usług.
Problem zaczyna się wtedy, gdy przestajemy kupować dlatego, że czegoś potrzebujemy, a zaczynamy kupować dlatego, że ktoś przekonał nas, że tego potrzebujemy.
Świata nie zmienimy, lecz czy to powód, by brać udział w tym szaleństwie?
Czy ten najnowszy telefon jest ci naprawdę potrzebny?
Czy nie lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na tygodniowy odpoczynek w jakimś spokojnym miejscu z najbliższą ci osobą?
Czy kilka drobiazgów z AliExpress naprawdę jest wartych zakupu tylko dlatego, że akurat są popularne w sieci, czy może lepiej kupić za to lepszej jakości żywność?
Nie chodzi o to, aby całkowicie przestać kupować, bo to mrzonka.
Rozchodzi się o to, by nasze zakupy były przemyślane i naprawdę nasze – a nie na pokaz czy z powodu skuszenia wszechobecną reklamą.
Nadmierna konsumpcja zgubiła już niejednego z portfelem znacznie grubszym niż nasz. Czemu więc wciąż nie dostrzegamy, jak wiele nieprzemyślanych zakupów robimy na co dzień?
Ale dlaczego właściwie to robimy?
Przecież jesteśmy istotami rozumnymi. Sam marketing nie zmusi nas do kupowania czegoś, czego w ogóle nie chcemy. Musi istnieć w nas jakaś potrzeba, którą reklama, media społecznościowe czy otoczenie potrafią wykorzystać.
Każde szaleństwo ma przecież swoją przyczynę. Dlaczego więc kupujemy rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebujemy i próbujemy żyć ponad stan, tylko po to, by pokazać innym, że stać nas na więcej?
Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Składa się na nią wiele czynników. U jednej osoby może występować kilka z nich, u innej tylko jeden. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, co właściwie stoi za naszymi decyzjami.
Spróbujmy więc przyjrzeć się temu bliżej.
Potrzeba uznania
Człowiek jest istotą społeczną i, nie licząc nielicznych przypadków, chce żyć stadnie.
Poza tym chce też być jak najwyżej w hierarchii oraz cieszyć się uznaniem.
I właśnie tu często pojawiają się zakupy czysto na pokaz.
Kupujemy zegarek, samochód, ubrania czy telefon nie tylko dlatego, że nam się podobają. Czasem kupujemy je również dlatego, że chcemy, aby coś mówiły o nas innym ludziom.
Chcemy pokazać grupie, że się ma i nie jest się gorszym.
Porównywanie się
Lubimy się też porównywać.
Dawniej było to przede wszystkim patrzenie na sąsiadów. Teraz porównujemy się na masową skalę poprzez media społecznościowe.
Nie chcemy być za żadne skarby gorsi od innych.
Nikt nie chce przecież być wyrzutkiem.
Problem polega na tym, że kiedyś porównywaliśmy się głównie z ludźmi, których znaliśmy i których mogliśmy spotkać na co dzień. Dziś możemy codziennie oglądać setki, a nawet tysiące osób, które mają coś, czego my nie mamy.
I trudno się dziwić, że w pewnym momencie zaczynamy myśleć: „A może ja też powinienem to mieć?”.
Media społecznościowe
Wracając jeszcze do mediów społecznościowych, poza porównywaniem się jest jeszcze jedna rzecz z nimi związana, a mianowicie poczucie, że coś nas omija.
Oglądamy, jak ludzie podróżują, jedzą w ciekawych miejscach i kupują drogie rzeczy.
I w naszym mózgu odpala się: „Ja też chcę coś mieć z życia”. Jak nie dokładnie to, co oni, to chociaż zamiennik.
I tak można wpaść w błędne koło, ponieważ nie staramy się odnaleźć tego, co naprawdę jest nam potrzebne, tylko podkradamy pomysły innych.
A baza inspiracji jest wręcz niewyczerpana.
Możemy zobaczyć jeden telefon, potem zegarek, później ubrania, wyjazd, samochód czy restaurację. Nagle okazuje się, że rzeczy, o których istnieniu jeszcze wczoraj nawet nie wiedzieliśmy, zaczynają nam się wydawać czymś, czego potrzebujemy.
Konsumpcja jako narzędzie życia na pokaz
Dziś nie trzeba jednak posiadać całego domu pełnego rzeczy, żeby pokazać swój status. Wystarczy odpowiedni samochód, telefon, zegarek czy ubrania.
I właśnie tutaj pojawia się pewien paradoks. Możemy mieć sporo pieniędzy na koncie, ale jeśli nikt o nich nie wie i ich nie widzi, trudno dzięki nim pokazać swój status. Pieniądze na koncie są przecież tylko liczbą na ekranie.
Fizyczna rzecz jest czymś zupełnie innym. Samochód, zegarek czy drogie ubranie można zobaczyć. Można się nimi pochwalić i pokazać innym: „Stać mnie na to”.
Może właśnie dlatego czasami tak łatwo wydajemy pieniądze na rzeczy, których wcale nie potrzebujemy. Nie kupujemy wtedy tylko przedmiotu. Kupujemy również to, co ten przedmiot ma o nas powiedzieć.
Marketing i reklama
Wszechobecne reklamy i sztuczki marketingowe też robią swoje.
Nie oszukujmy się – nie jesteśmy odporni na wszystkie zagrywki marketingu. Jeśli jedna sztuczka na nas nie podziała, może zadziała inna.
Niestety reklamy są już wszędzie i teraz, jeśli nie chcemy ich oglądać, musimy niejednokrotnie wręcz zapłacić za ten luksus w postaci subskrypcji premium.
Nie zawsze jest to złe, ponieważ pozwala korzystać i testować wiele aplikacji bez płacenia od razu za nie. Problem pojawia się w momencie, gdy reklam jest tyle, że niemal nie da się korzystać z aplikacji czy strony.
Każda reklama jest jednak kolejną okazją, by zainteresować nas produktem, którego wcześniej nawet nie braliśmy pod uwagę.
I czasami działa.
Dlaczego to działa?
Odpowiedź jest prosta: sprawianie sobie prezentów poprawia nam nastrój. Pojawia się ekscytacja, a czasem dreszcz emocji. Zyskujemy chwilowe poczucie wyższego statusu materialnego – trafiamy do grupy osób posiadających pożądaną rzecz, z dala od tych, którzy nie mogą się nią cieszyć.
Problem w tym, że ta przyjemność rzadko trwa długo.
Rzecz w tym, że ta przyjemność szybko mija. Cały proces – od pomysłu, przez poszukiwania, po samą transakcję – daje satysfakcję, lecz gdy emocje opadną, nowość przestaje ekscytować. Wkrótce pojawia się pragnienie ponownego przeżycia tego stanu, co uruchamia kolejną transakcję i zamyka błędne koło.
Życie ponad stan
Żyjemy w dobie łatwego dostępu do kredytów konsumenckich oraz kart kredytowych, przez co coraz częściej zakupy naprawdę nie podnoszą statusu – tylko go obniżają.
Kupowanie na pokaz nie jest dziś niczym wyjątkowym, ale coraz częściej kupujemy nie za nasze pieniądze, tylko za pożyczone. A z podnoszeniem statusu nie ma to wiele wspólnego.
Pytanie, czy tak właśnie powinno być.
Na zewnątrz ludzie widzą: „Temu to się powodzi”. A on od środka jest zjadany przez stres – jak to wszystko spłacić, bo długi zaczynają go ciągnąć w dół.
I nagle okazuje się, że rzecz, która miała pokazać innym, że dobrze sobie radzimy, staje się źródłem problemów, o których inni nawet nie wiedzą.
Zatrzymanie i refleksja
Ale czy naprawdę tak musi być?
Moim zdaniem nie. Nie chcę demonizować zakupów – sam je robię i też czasem potrafię ulec pokusie i kupić coś w ogóle mi niepotrzebnego.
Takie przypadki zdarzają się jednak coraz rzadziej.
Uważam, że przede wszystkim trzeba znać umiar. Nie ma co iść w ascezę i żyć jak dziad, niczego nie kupując.
Trzeba sobie samemu odpowiedzieć: co mnie uszczęśliwi? Czy ten zakup jest dla mnie, czy tylko po to, żeby się chwalić?
Nie ma nic złego w kupowaniu drogich rzeczy, jeśli za tym idzie jakość.
Wręcz do tego zachęcam. Lepsza odzież czy sprzęt, na którym pracujemy i który jest nam niezbędny, jeśli jest dobrej jakości, posłuży nam znacznie dłużej i da nam większą satysfakcję.
Natomiast kolejny rupieć czy element garderoby, który założymy tylko raz, uszczupli nasz portfel i zagraci naszą przestrzeń.
Czy naprawdę tego potrzebuję?
Może więc warto czasem po prostu się zatrzymać. Nie przed każdym wydatkiem trzeba robić wielką analizę, ale czasami wystarczy kilka sekund zastanowienia.
Czy naprawdę tego potrzebuję?
Czy kupuję to dlatego, że mi się przyda, czy dlatego, że chcę coś komuś udowodnić?
Czy kupiłbym tę rzecz, gdybym nie mógł się nią nikomu pochwalić?
Czasem kilka sekund refleksji wystarczy, żeby zdać sobie sprawę, że wcale nie potrzebujemy tego, co jeszcze chwilę wcześniej wydawało nam się konieczne.
Zakończenie
Konsumpcja nie jest zła. To nasza codzienna czynność, bez której nie da się funkcjonować.
Można jednak się w niej zatracić i stracić mnóstwo pieniędzy, radości oraz żyć w uczuciu ciągłego braku.
A można też traktować ją jak codzienną czynność, którą po prostu wykonujemy w naszym życiu.
Kupować to, co naprawdę jest nam potrzebne i czego chcemy my, a nie to, co ktoś nam wmawia, że chcemy.
Życie nie powinno być na pokaz i dla uciechy innych. Powinno być dla nas samych i dla naszego szczęścia.
Jeśli mimo wszystko zastanawiasz się jeszcze, czy to zakup dla ciebie, czy na pokaz, możesz zastosować jedno proste pytanie:
Jeśli nikt nie będzie wiedział, ile kosztowała rzecz, którą właśnie kupujemy – czy nadal będziemy jej potrzebować?


